Uczestnik Agnieszka Skotarek

 

Motywacja

 

Od kiedy pamiętam ciągle coś było „nie tak”...Niby normalne dziecko, niby zdrowe, zęby ładne, więc nie rozumiałam, dlaczego pokonujemy z mamą tyle kilometrów i jeździmy do różnych lekarzy. Ortodonci? Wielu moich rówieśników nawet nie miało pojęcia, kto to taki. A ja zaliczałam w tym czasie odciski, wyciski, zdjęcia RTG i w ogóle mnóstwo mało przyjemnych badań. Największy obciach to przyznać się, że na noc zakładam jakiś aparat z takim specjalnym podniebieniem, przez które nie byłam w stanie wyraźnie mówić. O tym „szmacianym” już nawet nie wspomnę...To dopiero była tragedia. Uszyty z ...prześcieradła babci!!!Na głowie materiał się krzyżował, więc o porannej fryzurze, a raczej jej braku, pisać nie muszę :/ I tak kazano mi czekać, aż wada się porządnie rozwinie. I tak się stało. W wieku dorastania już dawała o sobie znać...Co tam ksywki w stylu "szuflada"...To nic, choć bardzo bolało...Bardziej jednak dobijał mnie ten profil w lustrze...Obiecałam sobie wtedy, że jak tylko dojrzeję i skończę 18 lat, to od razu wybieram się do kliniki i poddaję sięoperacji. Niestety droga do niej nie była tak prosta...Przez kręte uliczki szukania specjalistów, którzy słyszeli o operacjach ortognatycznych, krążyłam kilka lat...Jak się potem okazało fakt założenia aparatu na zęby był jedynym pozytywem w postępowaniu pani doktor, która po prostu o przygotowaniu pacjenta do dwuszczękowej operacji zgryzu wiedziała niewiele :/ Nie mam pretensji...starała się, nie miała chyba sumienia odesłać mnie do kogoś innego...A może po prostu nikogo takiego nie znała...

Aż nadszedł dzień, w którym trafiłam do Akademickiego (dzisiaj Uniwersyteckiego) Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Po drodze wyszłam za mąż. Adam od razu został poinformowany, że mój cel nadrzędny to operacja zgryzu i albo mi w tym pomaga, albo nie przeszkadza. Wybrał to pierwsze ;-)

Na przełomie 2009/ 2010 roku zostałam zakwalifikowana do operacji!!! To były piękne chwile, gdy lekarze w zespole: Pan Doktor Nowak, Pan Doktor Pawlak i Pani Doktor Warych, ogłosili mi tę nowinę. Teraz pozostało przygotowanie, już takie na poważnie. Cel- zdobyć miejsce na liście operowanych pacjentów w danym roku. Nie było łatwo...Ustawianie zębów, co dwa tygodnie wizyty we Wrocławiu- u ortodonty- Pani Doktor Warych. O poranionych dziąsłach, bólu, niejednokrotnym braku możliwości jedzenia, mijającym czasie i gasnącej nadziei na usłyszenie przy okazji wizyty we wrocławskiej klinice, że "się pani składa" wolę nie wspominać..."Składa się Pani"- to słowa otwierające drzwi do operacji...To był taki trudny czas - "robić dobrą minę do złej gry", bo przecież, gdybym tylko pisnęła słówko, to rodzice, bracia i wszyscy wkoło od razu by skomentowali znanym i znienawidzonym przeze mnie tekstem "po co ci to?!".Kto tego nie przeżył, ten nie wie, jak bardzo można czegoś chcieć...Na szczęście Adam nie przeszkadzał...Jeździł ze mną na wizyty, wspierał, nawet wtedy, gdy już czasem sił mi brakło...

Rok 2012 i jedna z dwóch wizyt w roku, na której zespół lekarzy uszczęśliwia kogoś, wpisując pacjenta na listę do operacji albo też "podcina mu skrzydełka" i mówi, że niestety "zęby nie są dobrze ustawione, proponujemy dalsze leczenie ortodontyczne"...Tym razem usłyszałam magiczne "składa się pani" i dostałam termin operacji!!!Mój, jedyny, ukochany, upragniony, wymarzony TERMIN OPERACJI :-) Boże! Łzy szczęścia, niedowierzanie, skakanie z radości. Nic mnie wtedy nie było w stanie zniechęcić, nawet próby poważnych rozmów lekarzy, że to trudny, poważny i skomplikowany zabieg, że będą to naprawdę ciężkie chwile w moim życiu, że muszę spełnić jeszcze wszystkie warunki z podanej listy, którą wtedy otrzymałam. Pfff!!!Co to dla mnie!Fakt, było tego trochę...Opinie psychologa, oddanie 900ml krwi we wrocławskim Centrum Krwiodawstwa, aktualne badania, szczepienia, przygotowanie artykulacyjne itd, itp...Długa lista, której poszczególne punkty odhaczałam z wielką radością :-) 22 lipca 2012 roku- wyjazd z mężem i mamą do wynajętego we Wrocławiu mieszkania. Poniedziałek- 23 lipca

 2012- zgłoszenie się do kliniki, kolejki, dokumenty, kręte szpitalne korytarze, aż wreszcie dotarłam na Oddział Chirurgii Szczękowo – Twarzowej. Byłam w pidżamce, więc już emocje, że zostanę odesłana, bo "coś", opadły...

I nadeszła wymarzona chwila...23 lipca- wtorek, godzina 7.00. I tak już od dawna nie spałam, w ogóle tej nocy nie spałam :-) Z wielką radością wskoczyłam w zieloną, szpitalna koszulę i leżąc już na łóżku ustawionym przed salą szpitalną, czekałam na zespół lekarzy pod kierownictwem doktora Rafała Nowaka. Pan Doktor przyszedł uśmiechnięty. I dobrze, bo ja też miałam świetny humor :-) ZERO strachu, tylko pragnienie, by już się zaczęło!

Sala operacyjna i pytanie Doktora: "Pani Agnieszko, może się jeszcze Pani wycofać...?". Nic bardziej nie potrafiło mnie wtedy rozbawić!!!"Wycofać???Panie Doktorze, działamy, szkoda czasu!!!"- mój błysk w oku i zdecydowany ton sprawił, że nie było już wątpliwości :-)

Operacja trwała 9, 5 godziny...Mąż i mama, mimo że nie czekali od rana w klinice, a czas spędzali na modlitwach we wrocławskich kościołach, to i tak oni najlepiej wiedzą, ile ich to kosztowało...Jak bardzo się martwili, co czuli, jak bardzo byli bezradni, gdy widzieli moje pooperacyjne cierpienie. Kilkugodzinne wymioty krwią, opuchliznę, dreny, krew, krew, krew, wszędzie krew...Brak możliwości samodzielnego oddychania, cewnik, ból, ból, ból...Mimo tego- od razu im uświadomiłam, że zrobiłabym to RAZ JESZCZE :-)

Dzisiaj po tym wszystkim pozostały wciąż żywe wspomnienia i zdjęcia, które nie pozwolą zapomnieć, ale które też dodają sił, bo są dowodem na to, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ!!! A jak się potem okazało- to nie była tylko operacja zgryzu. 19 listopada dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami!!!Po siedmiu latach małżeństwa i wielu staraniach, teraz zaszłam w ciążę! :-) Lekarze stwierdzili, że "się odblokowałam"...Coś w tym chyba jest...

Może się to wydać niewiarygodne, ale termin porodu to 22 lipca- dokładnie taki sam dzień, w którym pojechaliśmy rok temu na operację do Wrocławia...

Dzisiaj jednak, poza przygotowaniem się do roli mamy, które pochłonęło mnie w całości, bardzo martwię się o czas, w którym będę ściągać aparaty ortodontyczne. A czas ten nadchodzi wielkimi krokami. Czekałam na to latami...Jednak teraz wiem, że to kolejna kłoda pod moimi nogami...To nie takie proste...Estetyka, protetyka, wybielanie, a przede wszystkim dobry, fachowy plan działania to podstawa...Zatem konieczne - oddanie się w ręce specjalistów. Lekarzy, którzy znają się na swojej pracy i pomogą doprowadzić moja akcję "szczęki" do szczęśliwego zakończenia, bo tylko na tym teraz mi zależy...Finanse nie pozwalają na metamorfozę w pełnym tego słowa znaczeniu :/

A przecież moje cierpienia i lata przygotowań nie mogą zostać zdeptane, tylko i wyłącznie przez banalne fundusze...Dlatego dzisiaj, licząc na Państwa pomoc, podzieliłam się swoimi przeżyciami...Nikt wcześniej nie czytał tej historii …

 

W trakcie leczenia

 

    

 

    

     

              

Leczenie protetyczne w narkozie - 10% Rabatu do końca Września!